Kategorie: Wszystkie | Waits | błyszczące nuty | pożółkłe nuty | press
RSS
niedziela, 31 stycznia 2010
"Nutka" nr 35: Tom Waits - "Blue Valentine" (1978)

Tom Waits dawno temu pojawił się już na łamach tego pokręconego bloga (patrz tutaj), ale nie sposób omijać jego twórczości i opisywać tylko jego debiut. Tym razem sięgam po najbardziej chyba bluesową płytę Mistrza - "Blue Valentine"

Tom Waits - Blue Valentine

Szósta w dorobku, wydana została w 1978 roku i przyniosła zmiany. Przede wszystkim dla fanów zaskoczeniem może być odejście od tradycyjnego jazzowego bandu, a zastąpienie go bardziej rockowym, czy bluesowym. Co prawda otwierający album utwór "Somewhere (From West Side Story)" Bernsteina i Sondheima przywodzi na myśl wcześniejsze dokonania artysty, te bardziej musicalowe i "filmowe", a kawałki takie jak "Christmas Card From A Hooker In Minneapolis" czy "Kentucky Avenue" podtrzymują ten klimat, reszta jest już odmienna. Przede wszystkim trzeba tu wspomnieć o "Red Shoes By The Drugstore", które daje lekkie światło na późniejsze eksperymenty Waitsa, oraz o stricte bluseowym ponad ośmiominutowym "$29.00". Wspaniale bujająca kompozycja długo pozostaje w naszych głowach, choć to przecież tradycyjny blues, zero innowacyjności. Warto też wspomnieć o "najmocniejszym" w całym zestawie utworze "Whistlin' Past The Graveyard", prowadzony przez gitarowo-saksowonowy riff, trochę skoczny, nerwowy. No i na deser przepiękna piosenka "Blue Valentines". Delikatna i stonowana, utrzymana w konwencji bluesowej ballady, to tylko gitara na której akompaniował Ray Crawford i śpiewający Tom. 5 minut i 50 sekund czystej przyjemności.

Płyta "Blue Valentine" może nie jest największym artystycznym osiągnięciem Waitsa, ale za to trafia prosto w serducho i sieje egzystencjalne spustoszenie. Po kilkukrotnym przesłuchaniu ma się ochotę zamknąć w pokoju i nie wychodzić do ludzi przez kolejny tydzień. Cudowna płyta, trzeba znać...

poniedziałek, 28 grudnia 2009
"Nutka" nr 34: Atom TM - "Liedgut" (2009)

Uwe Schmidt, człowiek instytucja w elektronicznym świecie, znany pod pseudonimami Atom Heart, Senor Coconut, Geeez 'N' Gosh czy Lisa Carbon, w tym roku wydał arcyciekawą, poszukującą płytę "Liedgut" w ramach projketu Atom TM.

Atom TM - Liedgut

Zawartość płyty może zaskoczyć najwytrwalszych słuchaczy, którzy z muzyką eksperymentalną są dobrze zaznajomieni. Utwory na niej zawarte to głównie dźwiekowe kolaże i fantastycznie dobrane efekty, które na początku mogą stwarzać wrażenie chaosu. Androidalnie wypowiadane słowa na początku suity "Wellen Und Felder" mogą przywodzić na myśl dokonania Kraftwerk, słychać niemiecką precyzję i matematyczną wręcz dokładność. Na uwagę zasługuje przede wszystkim kompozycja "Funksignal", tutaj nawet specyficzny i znany przez każdego dźwięk wyszukiwania sieci przez telefon komórkowy, który leży w pobliży sprzętu grającego, brzmi fascynująco i tworzy bazę rytmiczną wokół której skupia się reszta szumów, trzasków i hałasów. Większoć z kawałków, a jest ich dwadzieścia, nie trwa dłużej niż trzy minuty, dzięki temu nie nudzimy się słuchają tych naprawdę trudnych w odbiorze produkcji.

Dla początkującego słuchacza płyta ta jest niedoprzyjęcia ze względu na swoją pozorną przypadkowość. Jest ona natomiast świadectwem rozwoju muzyki elektronicznej, dowodem na to, że w tym gatunku wszystko jest możliwe. Świetna płyta, która została wpisana na listę 50 albumów roku 2009 przez brytyjski magazyn The Wire. Jakość sama w sobie !

czwartek, 17 grudnia 2009
"Nutka" nr 33: Them Crooked Vultures - "Them Crooked Vultures" (17.11.2009)

Tej płyty nie mogło tutaj zabraknąć. Wielki rockowy projekt w skład którgo wchodzą żyjące (śmiało można użyć takiego określenia) legendy rocka: Josh Homme (Kyuss, Queens Of The Stone Age, Eagles Of Death Metal), Dave Grohl (Foo Fighters, Nirvana) oraz John Paul Jones (Led Zeppelin), 17 listopada tego kończącego się roku, wypuścił swoje pierwsze dzieło zatytułowane po prostu "Them Crooked Vultures".

Them Crooked Vultures

Trudno obiektywnie podejść do płyty muzyków, których dokonania zna się tak dobrze, a od których możnaby oczekiwać oryginalności, szczególnie jeśli mowa o współpracy owych Panów. Jednak "wielkość" postaci nie przeszkadza w czystym, zdystansowanym podejściu do tematu. Na początek trzeba sobie postawić pytanie, czy tak mogłaby brzmieć kolejna płyta Queensów ? Czy Grohl, bębniąc będzie miał jeszcez ochotę wystąpić w roli frontmana Foo Fighters, no i czy J.P. Jones naprawdę był tu potrzebny ? Odpowiedzi pojawiają się samy gdy tylko włączymy płytę i po prostu odpłyniemy w słodką krainę hard rocka. Materiał na płycie to generalnie mocne brzmienia sięgające do korzeni gitarowej muzyki, a współczesna produkcja nadaje specyficzny ton całości. Po pierwszym przesłuchaniu ciężko pozbyć się wrażenia, że czegoś tu brakuje, jakieś "iskierki" która zapaliłaby w nas ogień i nie pozwoliła odejść od odbiorników. Oczywiście wrażenie to ulatnia się wraz z kolejnymi minutami spędzonymi przy płycie. Utwór który "wpada" najłatwiej to "Scumbag Blues", napędzany nerwowym bitem, łamanym riffem gitary i falsetowymi zaśpiewami Homme'a. Skoczne tempo nie pozwala na bezczynność stopom słuchającego. Kawałek "Bandoliers" przypomina trochę te z płyty "Lullabies To Paralyse" Queens of the Stone Age, ale utrzymuje oryginalność brzmieniową projektu. Na uwagę zasługuje również piosenka "Gunman", mnie osobiście kojarzy się z dokonaniami zespołu CKY, ale tylko w częście "zwrotkowej", reszta pozostaje bardzo "sępia". Całość trwa trochę ponad godzinę, ale dla otwartych muzycznych umysłów będzie wielką przyjemnością wsłuchiwanie się w każdą sekundę !

Ta płyta może stać się jedną z najważniejszych rockowych płyt tego roku i zapewnie pojawi się w wielu rankingach. Tacy muzycy z taką płytą nie mogliby przejść niezauważeni przez muzyczną aleję.

 

niedziela, 01 listopada 2009
"Nutka" nr 32: Mark Lanegan - "Whiskey For The Holy Ghost" (1994)

To jedna z tych płyt, po przesłuchaniu których, ma się ochotę spakować plecak i wyjść z domu w niewiadomym kierunku. Intymna, duchowa i skromna w środkach płyta byłego wokalisty zespołu Screaming Trees - Marka Lanegana.

Mark Lanegan - Whiskey For The Holy Ghost

Wydana w 94 roku, po grungeowej eksplozji, zbiegiem czasu stała się arcydziełem akustycznej, smutnej piosenki. Album otwiera, dedykowany zmarłemu Cobainowi, kawałek "The River Rise", jest właściwie prezentacją tego co możemy na płycie znaleźć. Następnie dostajemy potężną dawkę rocka - "Borracho". To najmocniejszy w całym zestawie utwór, w którym napięcie rośnie, by w końcu wybuchnąć "pijaną" gitarową solówką. Z resztą również głos naszego bohatera wskazuje na spożycie, prosząc jednocześnie o "whiskey dla wszystkich duchów". Kolejną piosenką zasługującą na uwagę jest "Riding The Nightingale". Najdłużasza w całym zestawie, zapiera dech w piersiach swoją lirycznością i melodią. Na płycie znajdziemy mnóstwo pięknych melodii, które w tradycyjnym rockowym zestawie, wzbogacają takie instrumenty jak organy Hammonda czy pianino, natomiast głowne "skrzypce" gra tutaj akustyczna gitara.

Mnóstwo na tej płycie inspiracji twórczością Toma Waitsa czy Niela Younga, w tym wypadku na pewno nie jest to zarzut. Wręcz przecziwnie, Lanegan sięgając po styl tych klasyków, w stuprocentach oddał siebie słuchającym. Zmęczony głos i gorzkie teksty, w sam raz na ponure jesienne wieczory. Piękna płyta.

wtorek, 29 września 2009
"Nutka" nr 31: Electric Wire Hustle - "Electric Wire Hustle" (09.09.2009)

Od jakiegoś czasu Nowa Zelandia nie kojarzy się już tylko z ekranizacją "Władcy Pierścieni" i tym, że jest ona jeszcze dalej niż Australia. Jej stolica Wellington, dzięki zespołowi Fat Freddy's Drop stała się nowym centrum ciekawych klubowych brzmień czerpiących garściami z europejskiej i amerykańskiej szkoły produkowania muzyki. A świeżutkie trio Electric Wire Hustle tę tezę potwierdza.

Electric Wire Hustle

Debiutancki album zespołu pojawił się w magicznym dla wielu osób dniu 09.09.09 i faktycznie od pierwszego utworu czaruje. Członkowie zgarbnie mieszają świeże elektroniczne brzmienia z soulem, hip-hopem i broken beatem. Kawałki poddane są dosć surowej i chłodnej produkcji, klimat tworzą lekko jazzująca sekcja rytmiczna i świetnie dopasowane sample, a całość wypada na prawdę zaskakująco. Do tej nowoczesności muzycy dorzucili jednak trochę ciepła używając analogowych syntezatorów i piana Fendera. Singlowy utwór "Perception" to właściwie kwintesencja stylu chłopaków z dalekiej krainy. Na zachwyt zasługuje jednak świetnie pocięty kawałek "They Don't Want", najbardziej taneczny i melodyjny z całego zestawu.

Teraz możecie śmiało powiedzieć, że Nowa Zelandia to centrum future-soulu, a tamtejsza scena kwitnie i rozrasta się w szybkim tempie. Naprawdę warto sięgnąć po tę płytę i zaznajomić się z trendami panującymi na drugim krańcu świata.

czwartek, 24 września 2009
"Nutka" nr 30: Platinum Pied Pipers - "Abundance" (2009)

Producencki duet Platinum Pied Pipers z Detroit, stał się jednym z najważniejszych na scenie niezależnego rapu, hip-hopu, czy też tzw. future hip-soulu. Tworzą go Waajeed (Robert O'Bryant) oraz multiinstrumentalista Saadiq (Darnell Bolden). W tym roku ukazała się ich druga płyta "Abundance".

Platinum Pied Pipers

Muzyka na tym krążku to podróż przez wiele gatunków czarnej muzyki. Od hip-hopu przez funk i soul aż po elementy klubowej sceny Detroit (zamykający utwór "Goodbye/Abundance"). Krążek otwierają z kolei pełne rockowego pazura kawałki "Angel" oraz "Smoking Mirrors". Największe wrażenie jednak robi soulowa minisuita w środku płyty: "Sanctuary", "Aint No Ifs Or Maybes", "Pigeon Holes", "Lovers And Haters" i fantastyczny lekko latynoski "The Ghosts Of Aveiro". Oprócz świetnie zagranej muzyki otrzymujemy także piękne wokale w wykonaniu wielu gości m.in. Coultrain, Karma Stewart czy Jamila Raagan.

Dla fanów czarnych poszukujących i oryginalnych brzmień, ten album to jedna z pozycji, których nie należy omijać. Wręcz przeciwnie, to rzecz obowiązkowa !

środa, 26 sierpnia 2009
Festiwal Tauron Nowa Muzyka 2009

Już w piątek (28.08.2009) rusza kolejna edycja festiwalu Nowa Muzyka !

Zapraszam wszystkich, którzy mają ochotę posłuchać prawdziwie oryginalnych brzmień i zobaczyć na żywo takie gwiazdy jak Dan Deacon, Speech Debelle, Roots Manuva, Flying Lotus, Fever Ray czy duet Dan Le Sac vs. Scroobius Pip.

Oczywiście nie zabraknie muzyków z naszego "podwórka", zobaczymy Pogodno, OSTR, Novikę wraz z Lexusem, oraz Jacaszka.

Rzecz jasna to nie wszyscy artyści którzy zaprezentują się nam w trakcie tej trzydniowej imprezy.

Pełny line-up znajdziecie tutaj: http://www.festiwalnowamuzyka.pl/media/LineUp_2009.pdf

Oficjalna strona www festiwalu: http://www.festiwalnowamuzyka.pl/

 

23:39, tomaszwolf1 , press
Link Dodaj komentarz »
środa, 19 sierpnia 2009
"Nutka" nr 29: Squarepusher - "Solo Electric Bass 1" (17.08.2009)

Po dość nieprzychylnie przyjętej przez krytykę, poprzedniej płycie "Just A Souvenir" z poprzedniego roku, Jenkinson proponuje nam rzecz odmienną od wcześniejszych dokonań, choć element, które spaja cały album, fanom muzyka jest doskonale znany.

Squarepusher - Solo Electric Bass 1

Oto Squarepusher zarejestrował płytę na której daje popis swojej gry na gitarze basowej. Nie doświadczymy tu połamanych rytmów, z których nomen omen Jenkison słynie, lecz dawkę ponad 30 minutowej dziwnej podróży przez neoklasyczne, jazzowe brzmienie basówki muzyka. 12 kawałków tworzy spójną całość i przenika się wzajemnie, tworząc wrażenie jednej wielkiej gitarowej improwizacji. Cały materiał został nagrany podczas występu muzyka w Cité de la Musique w Paryżu we wrześniu 2007 roku.

Biorąc pod uwagę pozycję Squarepushera w muzycznym światku, można śmiało stwierdzić, że nie traci on nic, a może jeszcze wiele zyskać dzięki takim wydawniczym posunięciom. Tak więc ta płyta to raczej ciekawostka i mały eksperyment ze strony Jenkinsona, który coraz częściej staje się jazzowym muzykiem niż ekscentrycznym producentem.

piątek, 31 lipca 2009
"Nutka" nr 28: Mayer Hawthorne - "A Strange Arrangement"

Wstajesz rano, słońce budzi Cię świecąc prosto w twarz, temperatura pewnie przekroczy 30 kresek. Masz ochotę posłuchać czegoś lekkiego, łatwego i przyjemnego, naładować się pozytywną energią na calutki dzień. Oto płyta dla Ciebie.

Mayer Hawthorne - A Strange Arrangement

Mayer Hawthorne (właściwie Andrew Cohen) świeżutka gwiazda wytwórni Stones Throw Records, wychowany w Ann Arbour na przedmieściach Detroit, znany szerzej dzięki DJskiej działalności jako DJ Haircut, wydał swoją debiutancką płytę, na której nie ma ani grama vinylowej podróży przez skrecze i miksy. Oto Mayer nagrał słodką popowo-soulową płytę, przy której dobrze będą bawić się zarówno starsi wyjadacze wychowani na śpiewających divach i gentelmenach w garniturach, jak i dzieciaki chcące swobodnie się pobujać. Na pierwszy rzut wyłania się nam singlowy kawałek "Just Ain't Gonna Work Out" który potwierdza zawartość krążka, choć trzeci na liście utworów staje się jakby odpowiednim "otwieraczem". Kawałek to "cudownie kretyński" (wybacz Marcel, nie mogłem się powstrzymać). Produkcyjnie i brzmieniowo płyta mocno przypomina dokonania Amy Winehouse a właściwie jej genialnego producenta Marka Ronsona. Dwanaście uroczych, krótkich piosenek które potrafią wprawić w dobry nastrój.

"A Strange Arragement" to zaparzacz kawy, akcelerator do wstania z łóżka, płyta która może towarzyszyć nam właściwie cały dzień, jednocześnie dająca o sobie zapomnieć. Rzecz w tym, że kiedy muzyka ucichnie, my ciągle w głowie nucimy sobie te melodie.

niedziela, 26 lipca 2009
"Nutka" nr 27: Bibio - "Ambivalence Avenue" (2009)

Kryjący się pod pseudonimem Bibio producent Stephen Wilkinson, wypuścił swój nowy doskonały krążek. Wilkinson specjalizuje się w akustycznych brzmieniach gitar, poddanych cyfrowej obróbce i produkcji. Piękna to podróż przez tak różne dźwiękowo światy.

Bibio - Ambivalence Avenue

Dzięki takiemu podejściu do muzyki, Bibio podaje nam arcyciekawą płytę, w której zaskakuje z utworu na utwór. Brzmieniowa różnorodność nie przeszkadza w spójnym podejściu do tematu. Wszystkie kawałki łączy uroczy, lekki i letni klimat, a melodyjność pozwala rozmarzyć się i słuchać w błogim nastroju. Co ciekawe Wilkinson nie ucieka od piosenkowości swoich produkcji, kompozycje takie jak "Abrasion" czy "The Palm Of Your Wave" mogą przypominać "akustyki" z debiutu zespołu Fleet Foxes. Z drugiej jednak strony otrzymujemy świetny samplowany "Fire Ant" i duszny, przytłumiony "Jealous Of Roses", kawałki które świadczą o naprawdę wysokim poziomie produkcyjnym Wilkinsona.

"Ambivalence Avenue" to pierwsza płyta Bibio wydana przez label WARP. Już ta wiadomość może być doskonałym świadectwem wysokiego poziomu nagrań. Sprawdźcie sami, a gwarantuję rozpłynięcie się przy dźwiękach tej jakże kolorowej muzyki.

 
1 , 2 , 3 , 4

Kim jestem?
Tomasz Wolf
Pasjonat i entuzjasta muzyki wszelakiej.
Gatunek i styl nie grają roli.
Tutaj chodzi o uczucia


czego słucham
jak widzę
Libertas.pl
mail

Blogi godne uwagi:

niktniewola.blox.pl

litery.blog.pl

ultramaryna.pl/mkk

sluchaniezabija.blogspot.com

oddalenie.com

niebieskawy.blogspot.com/






Mesothelioma Cancer
ilu was?