Kategorie: Wszystkie | błyszczące nuty | pożółkłe nuty | press
RSS
środa, 31 grudnia 2008
2008/2009

Kiedy piszę tę notkę do Nowego Roku 2009 pozostaje jeszcze jakieś 7 godzin i 40 minut. Więc już teraz wszystkim melomanom, "muzykologom", muzykom i poszukiwaczom perfekcyjnej nuty życzę obfitego w świetne płyty i wydawnictwa roku 2009. Zdrowia i uśmiechniętej gęby non-stop. Rytmów do postukania nóżką. Melodii niezapomnianych i wszystkiego co tam sobie życzycie !!

 

Do "poczytania" już w przyszłym roku !!

16:24, tomaszwolf1
Link Komentarze (1) »
niedziela, 28 grudnia 2008
"Nutka" nr 10: VooVoo - "Samo VooVoo" (2008)

Po dwóch latach w "niewydawaniu" płyt nadeszła nowa płyta Wojtka Waglewskiego z zespołem. Po prostu. Samo Voo Voo

Samo VooVoo

Kiedy VooVoo obchodziło swój jubileusz 20lecia, na rynku pojawiły się dwie płyty "nagrody" i "prezenty" dla fanów. Pełne wyśmienitych gości i pięknych jazzujących kompozycji. 10 października 2008 roku sytuacja diametralnie się zmieniła. Na sklepowe półki nadeszła płyta, która już w tytule mówi nam jak będzie. "Samo VooVoo" to czterech świetnie grających panów, którzy postanowili wrócić do rockowych korzeni. Mało jest tu jazzowych klimatów, w które pobrnęli na ostatnich wydawnictwach, wyjątkiem może byc otwierajacy utwór "Dzisiaj Jest Ładna Pogoda". Dalej robi się już tylko mocniej, brudniej, bardziej chropowato. Waglewski powrócił do komponowania prostych riffowanych kawałków trwających nie więcej niż 4 minuty, efekt jest więcej niż zadowalający. Świetny utwór "Barany" to właściwie bluesowy riff i prosta sekcja rytmiczna. Co do instrumentów to saksofon Mateusza Pospieszalskiego jest tu wręcz delikatnym uzupełnieniem muzyki. Solówki Mateusz zostawił gitarzyście. Karim Martusewicz z kontrabasu powrócił do gitary basowej. Piotr "Stopa" Żyżelewicz brzmi jakby w oddali, ale jego uderzenie potrafi przyprawić o dreszcz. Tekstowo Waglewski się nie zmienił. Jest "jak zwykle o tym co zwykle".

W 2008 roku fani VooVoo dostają dawkę bardzo przyzwoitego rocka. W takiej konwencji zespół czuje się najlepiej, a przynajmniej słucha się tego z dreszczem. Wielką przyjemnością jest posiadanie takiego zespołu, który nie boi się tradycji i nowoczesności zarazem.

wtorek, 23 grudnia 2008
"Nutka" nr 9: The Prodigy - "The Fat Of The Land" (1997)

Z cyklu "odkurzanie" starych płyt. Kiedy w 1997 zespół The Prodigy wydał swoją trzecią płytę, oczy całego muzycznego świata były skierowane na "The Fat Of The Land". Album rewolucyjny, kontrowersyjny, przebojowy.

The Prodigy - The Fat Of The Land

Wrzucasz płytę do odbiornika i już na sam początek otrzymujesz dawkę solidnego bitu. To "Smack My Bitch Up". Utwór, który został wycofany z ramówki muzycznych kanałów ze względu na obrazoburczy teledysk. Można było go obejrzeć jedynie na antenie ówczesnej VIVY Zwei, ale i tak tylko po godzinie 23. Kawałek charakteryzuje się potężnym brzmieniem, dużą ilością sampli (np. wokal i główny "tekst" pochodzi z kawałka "Give The Drummer Some" hip hopowego Ultramagnetic Mc's). Kolejny track to "Breathe". Prawdopodobnie największy hit zespołu. Tutaj z emisją klipu w telewizji już nie było większego problemu, choć sam obraz nie sprzyjał oglądaniu. Robale, bród, dziura w ścianie. Pamiętacie? Na pewno! Nie było osoby, która nie chciała wyglądać jak Keith Flint, czy chociaż mieć kocich oczu. Połączenie rocka i muzyki elektronicznej zawsze wychodziło zespołowi dobrze (przykład "Thier Law" z poprzedniej płyty), ale w "Breathe" brzmi to wyjątkowo. Jeśli już mowa o rockowym zacięciu trzeba przypomnieć "Serial Thrilla" z gitarowym riffem żywcem wyciętym z "Selling Jesus" zespołu Skunk Anansie. Szybkie tempo, głęboki bas, demoniczny wokal i dźwiękowe smaczki, które pojawiają się właściwie znikąd. Z resztą muzykę The Prodigy bardzo często ozdabiają takie niespodzianki. Jednak hard-core'owe kompozycje to nie wszystko . Na szczęście otrzymujemy lekką przerwę w postaci "Naryan" i "Climbatize". Te utwory pozwalają odetchnąć na moment od szaleństwa i brutalności. Nie należy zapominać oczywiście o następnym telewizyjnym sukcesie, chodzi oczywiście o "Firestarter". Kawałek który można obejrzeć jeszcze dziś na antenie przeróżnych stacji muzycznych, a przypomnę, że minęło już 11 lat od premiery.

Niewątpliwie "The Fat Of The Land" to kamień milowy w muzyce. Dzięki temu albumowi zespół stał się ikoną pop kultury, wyszedł z podziemia by stanąć na czele brytyjskiego przemysłu muzycznego.

Kawał porządnej muzyki, która jeszcze przez długi czas będzie brzmiała świeżo i brutalnie.

czwartek, 18 grudnia 2008
"Nutka" nr 8: Sa Dingding - "Alive" (2008)

Sa Dingding. Chinka śpiewająca w języku tybetańskim i w sanskrycie. Oprócz nominacji BBC World Music Award 2008 zyskała również przdomek "azjatyckiej Björk" a to zobowiązuje.

Sa Dingding - Alive

Album niezwykle innowacyjny i nowatorski pod względem brzmień. Połączenie elektroniki z tradycyjnymi chińskimi melodiami daje ciekawy efekt. Muzyka brzmi świeżo i przestrzennie, daje odbiorcy możliwość "płynięcia" wraz z artystką w egzotycznym świecie. Lecz właśnie ta egzotyka może również przeszkadzać. Śpiew Sa Dingding to przeważnie wysoki "chiński" rejestr, utrzymany w tradycyjnej harmoni. Dla europejskiego ucha będzie to zapewne ciężkie przeżycie po pierwszym przesłuchaniu. Jednak gdy przetrwamy i skłonimy się ku następnym odsłuchom, odkryjemy wrażliwy i piękny śpiew azjatki.

Rzecz, która pozwala odetchnąć od codzienności i znaleźć się w innym świecie.

czwartek, 11 grudnia 2008
"Nutka" nr 7: Foo Fighters - "Live At Wembley Stadium" (2008)

Dave Grohl i spółka znów atakują ! Tym razem dostajemy zapis dwóch koncertów, które zespół dał 6 i 7 czerwca 2008 roku, koncerty odbyły się w ramach trasy promującej ostatnie wydawnictwo zespołu "Echoes, Patience, Silence & Grace".

Foo Fighters - Live At Wembley Stadium

Słuchając tej płyty już rozumiem dlaczego Foo Fighters otrzymali statuetkę za najlepszy koncertowy zespół. Kapela bez wytchnienia gra swoje największe hity. Na początku usłyszymy "The Pretender" (z ostatniej płyty), "Times Like This", "No Way Back", czy bodaj nabardziej znany numer "Learn To Fly". A to dopiero początek ! Ponad czternasto minutowa wersja "Stacked Actors" z ciekawym perkusyjny solo powala na podłogę i nie pozwala wstać. Zywiołowo reagująca publiczność również daje z siebie wszystko, razem z Dave'em śpiewa każdy utwór. Co zaś tyczy się realizacji dźwiękowej mogłoby być lepiej, czasami można odnieść wrażenie, że słyszy się po prostu szum. Dźwięk jest nie selektywny i nie czysty. Ale czy powinniśmy się tym przejmować, jeśli dostajemy porządny rockowy koncert ? Fightersi nie pozostawiają złudzeń, że potrafią do czerwoności rozgrzać publikę i słuchacza przed swoim odbiornikiem. Na deser otrzymujemy świetnie wykonane covery zespołu Led Zeppelin, "Rock and Roll" i "Ramble On".

Na prawdę warto zapoznać się z tym materiałem, zamknąć oczy i wyobraźić sobie, że się jest na koncercie Foo Fighters. Ciary na plecach zapewnione!

wtorek, 09 grudnia 2008
"Nutka" nr 6: Jacaszek - "Treny" (2008)

Jako, że nasz wspaniały muzycznie rok 2008 dobiega końca, postanowiłem przedstawić Dzieło w każdy calu zasługujące na najwyższe podium, laury, zachwyty, ochy-achy i co tam jeszcze chcecie... Jacaszek - "Treny"

Jacaszek - Treny

Michał Jacaszek stworzył bodaj najciekawszą (na polskim rynku) elektroniczną płytę ostatnich lat. Stwierdzam to z pełną odpowiedzialności i jeśli będzie trzeba, będę bronił swoich racji z wypiętą piersią . Już sam tytuł płyty brzmi interesująco, czymże mogą być treny zawarte na płycie CD ? Nie obawiajcie się, nie są to adaptacje poezji Kochanowskiego, nie doświadczycie tu ani grama słowa mówionego. Za to usłyszycie piękną muzykę okraszoną mrocznym, lamentacyjnym klimatem. Biorąc pod uwagę fakt, że jest to materiał elektroniczny trzeba podkreślić "dawność" brzmień, znajdziemy tu skrawki skrzypiec (frazy przygotowane przez Stefana Wesołowskiego), fortepianów, harf i innych stricte instrumentów, wykorzystanych jednak w sposób niezwykły, budzący zaskoczenie i powiew nowości. Oprócz partii instrumentalnych usłyszymy także anielskie wręcz wokalizy Mai Siemińskiej. Jej śpiew został zarejestrowany w scholi dominikańskiego kościoła w Gdańsku. I słychać to doskonale. Właśnie "kościelność", elegijność i duchowość tej płyty zaskakuje najmocniej. Tytuły takie jak np. "Lament", "Orszula" czy "O Ma Żałości" wprowadzają głęboki nastrój smutku, ale ciepłego smutku. Takiego, który daje siły i chęci by postawić się przeciwnościom.

Jacaszek dzięki "Trenom" został zauważony przez zachodnie media muzyczne, np The Wire czy Allmusic.com. Świadczy to o bardzo wysokim poziomie wykonawczym, produkcyjnym czy konceptualnym.

"Treny" - płyta znakomita... Nr 1 w 2008 roku !

sobota, 06 grudnia 2008
"Nutka" nr 5: Fennesz / Dafeldecker / Brandlmayr - "Till The Old World's Blown Up And A New One Is Created" (2008)

Spotkanie trzech wiedeńskich improwizatorów - Christiana Fennesza, Wernera Dafeldeckera(Polwechsel) oraz Martina Brandlmayra(Trapist) - przyniosło płytę wypełnioną po brzegi pasażami szumów, trzasków i "mikro-hałasów".

Fennesz / Dafeldecker / Brandlmayr -

Muzyka została zarejestrowana na żywo i poddana postprodukcji, utwory "Tau", "Jets", oraz "Me Son" to przestrzenne i "głębokie" kompozycje, które na myśl przywodzą solowe osiągnięcia Fennesza. Jest klimatycznie i "ambientalnie". Staranne dobieranie dźwięków daje wspaniały efekt, a możliwość wychwytywania smaczków takich jak rytmiczne uderzenia w perkusyjne talerze przynosi radość słuchania i odkrywania. Najlepszym przykładem jest zamykający płytę utwór "Me Son" przy którym momentami możemy potupać nóżką do rytmu i delektować się gitarowymi partiami Fennesza. Natomiast otwierający "Till The Old World's Blown Up And A New One Is Created" kawałek o tym samym tytule, to już inna historia. To ponad trzydzieści minut zmian nastrojów, tempa oraz zaskakiwania dźwiękami po przydługawych pauzach. Ciekawostką jest czyste, nie zabrudzone brzmienie gitary, rzadko możemy usłyszeć Fennesza "grającego". To mocny argument by sięgnąć po tę płytę.

Aby w pełni docenić to dzieło, czas będzie odgrywał wielką rolę. Jednak gwarancja powracania i odsłuchiwania jej po raz kolejny jest stu procentowa.

wtorek, 02 grudnia 2008
"Nutka" nr 4: Rogiński/Masecki/Moretti - "2525252525" (2008)

Czy muzyka może być trudna w odbiorze ? Owszem. Doskonałym tego przykładem jest płyta "2525252525" warszawskich muzyków sceny niezależnej: Raphaela Rogińskiego, Marcina Maseckiego i Macia Moretti.

Rogiński/Masecki/Moretti - 2525252525

Płyta dokumentuje trasę koncertową, zapis pochodzi z grudniowego (rok 2007) koncertu w klubie Chłodna 25. Muzyka na niej to trudna próba dla słuchacza. Wymaga prawdziwego skupienia, wręcz poświęcenia. Jest to bardzo silnie improwizowana dawka jazzu/yassu, która na początku zachwyca swą odmiennością i klimatem. Lecz niestety ten stan nie trwa długo. Słychać, że muzykom sprawia wiele frajdy tworzenie średnio siedmio minutowych kompozycji, które w efekcie nudzą i nie przynoszą wielkich emocji. Brak tu dynamiki, jakieś klamry, która mogłaby spoić trzech muzyków i dać nam słuchaczom porządną lekcje grania muzyki improwizowanej. Poziom wykonania nie budzi zastrzeżeń, natomiast efekt jaki powstał w wyniku "wykonywania" i owszem.

Jak to ktoś kiedyś mądrze powiedział "sztuka dla sztuki". Tylko dla ludzi bardzo cierpliwych i tolerancyjnych.

Kim jestem?
Tomasz Wolf
Pasjonat i entuzjasta muzyki wszelakiej.
Gatunek i styl nie grają roli.
Tutaj chodzi o uczucia


czego słucham
mail





ilu was?
licznik odwiedzin