Kategorie: Wszystkie | błyszczące nuty | pożółkłe nuty | press
RSS
sobota, 18 kwietnia 2009
"Nutka" nr 22: Tesla Boy - "Tesla Boy (EP)" (2009)

Synthpop umarł ? Nie moi drodzy, ma się świetnie i wręcz kwitnie. Muzyka lat 80 zazwyczaj kojarzona z kiczem i plastikiem wraca do łask i naszych odbiorników, a ta krótka (tylko 5 utworów) płytka, jest tego dowodem. Tesla Boy !

Tesla Boy- Tesla Boy

Moskiewski band wypuścił na rynek swój debiut, choć nie możemy mówić o pełnowymiarowej płycie. Muzyka w niej zawarta to genialna dawka tanecznych rytmów, których nie powstydzili by się Alphaville czy A-Ha. Pamięta ktoś, że takie kapele w ogóle istniały ? Najwidoczniej takie brzmienia mają wciąż swoich wyznawców, a chłopaki z Tesla Boy powinni stać się ich nowymi guru. Retro klawisze i syntetyczne melodie, które nie pozwalają usiedzieć w fotelu, tak można by najkrócej opisać to co znajdziemy za tą "różową" okładką. Otwierający numer "Spirit Of The Night" już właściwie stał się gwoździem imprez (przynajmniej dla mnie). Tempo nie zwalnia ani na sekundę, napięcie towarzyszy nam do ostatniej piosenki. Właśnie słowo piosenka jest tu jak najbardziej na miejscu. Szkoda, że jest ich tylko 5, a łączna długość płytki nie przekracza 30 minut.

Cóż, pozostaje nam tylko czekać na pełnowymiarowy longplay, miejmy nadzieję, że będzie trzymał tak wysoki poziom jak ta EPka. Chłopcy i dziewczęta, na parkiety ! Lata 80 wracają z hukiem !

czwartek, 16 kwietnia 2009
"Nutka" nr 21: Kings Of Leon - "Only By The Night" (2008/2009)

Proszę państwa, oto najważniejsza rockowa płyta 2008 roku! Nagrodzona dwoma statuetkami BRIT Awards 09', oraz sprzedażą ponad półtora miliona egzemplarzy (i to tylko w Wielkiej Brytanii !). Na wskroś Amerykański zespół (pochodzenie - Nashville) podbija świat swoim czwartym wydawnictwem, który w końcu został zauważony w ich ukochanej ojczyźnie.

Kings Of Leon - Only By The Night

Szczytowe jak dotąd osiągnięcie "wnuków dziadka Leona" przynosi nam niezwykle dojrzałą, mocno zakorzenioną w bluesowych i countryowych korzeniach, dawkę rocka z przedrostkiem indie, new, alternative lub "coś tam-coś tam co chcecie". Już dziś można mówić o mega hitach, które są nieodłączną cześcią koncertów zespołu, to utwory "Sex On Fire" oraz " Use Somebody", rozpalają one publikę, która za każdym razem przedstawia popis swoich wokalnych umiejętności, dając chwilę odpoczynku wokaliście i gitarzyście Caleb'owi Followill. Te dwa kawałki są jakby najbardziej rock'n'rollowe i agresywne z pośród pozostałych. Co stanowi więc o sile tej płyty ? Niezwykle intymny i emocjonalny charakter całości, brzmienie oraz piękne melodie i "nocny klimat" nagrań. Kawałki takie jak otwierający płytę "Closer", czy "Cold Desert" to perełki muzyki, zapewne będą towarzyszyć skrzywdzonym przez ukochaną osobę, może nawet staną się "wyciszaczem" imprez, które wymknęły się spod kontroli. Piękna to muzyka nie tylko dla fana gitarowego grania, ta płyta powinna znaleźć się w dyskografii każdego kto choć trochę interesuje się muzyką, a jego wrażliwość pozwala mu na chwilę prawdziwego uniesienia.

Podobno muzycy niewiele pamiętają z sesji nagraniowej ich jak dotąd najlepszej płyty: "Poryczałem się, kiedy usłyszałem tę piosenkę po raz pierwszy. Nikt z nas nie pamiętał, że w ogóle to nagraliśmy, tak byliśmy pijani. Gramy tu na setkę i tylko jeden raz. Napisałem tylko jeden, pierwszy wers tekstu. Reszta to strumień pijackiej świadomości..." - mówi Caleb, opisując ostatni numer "Cold Desert". Te słowa świetnie opisują charakter tego wydawnictwa, lecz nie bierzcie ich całkiem poważnie. Znajdziecie tu naprawdę szczerą i duchową muzykę, stanie się ona ważnym elementem waszej muzycznej fascynacji. Gorąco polecam !

poniedziałek, 13 kwietnia 2009
"Nutka" nr 20: Easy Star All-Stars - "Easy Star's Lonely Hearts Dub Band" (2009)

Czy okładka nie przypomina wam jednej z najbardziej rozpoznawalnych okładek w muzyce ? Czy tytuł nie nasuwa wam skojarzeń z płytą, która jest bodajże najważniejszą w historii ? Tak ! Słusznie myślicie o "Sierżancie Pieprzu" The Beatles, lecz na pewno dziwicie się o co tu chodzi. Już wszystko tłumaczę.

Easy Star All-Stars - Easy Star's Lonely Hearts Dub Band

Zespół Easy Star All-Stars zaistniał na rynku dzięki coverom klasycznych już dziś płyt, "The Dark Side Of The Moon" (Pink Floyd) oraz "OK Computer" (Radiohead), na regowo-dubowe bujanki. Płyty przyjęte były entuzjastycznie, a jakość i poziom wykonania ich przez zespół przerósł najśmielsze oczekiwania. W oczekiwaniu na kolejną "przeróbkę" możnaby robić zakłady, po jaki klasyk tym razem sięgnie Easy Star... Jakież zaskoczenie towarzyszyło mi kiedy usłyszałem informację, że będzie to "Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band". Porywanie się wręcz na świętość nie mogło przynieść niczego co mogłoby zachwycić, natomiast ciekawość i myśl "jak to zabrzmi", pozwoliła podejść do tego albumu z dystansem. Nie będę pisał o kompozycjach, bo każdy fan muzyki powinien znać (lub przynajmniej kojarzyć) tytuły i oryginalne brzmienie. Ważniejsze jest to, że mimo tak trudnych kawałków jakie stworzyli Beatles'i (spróbujcie je zagrać), zespół Easy Star All-Stars wyszedł obronną ręką i pokazał klasę wykonawczą i produkcyjną.

Brak tu zachwytu i zaskoczenia jaki towarzyszył po przesłuchaniu wcześniejszych płyt tego ciekawego projektu, lecz całość daje w konsekwencji kapitalnych numerów pozytywne odczucie. Płyta to raczej ciekawostka, warto po nią sięgnąć i przekonać się, co można "wypocić" biorąc na warsztat Mistrzów. Pamiętajcie jednak, że The Beatles to był fenomen i nikt nie dosięgnie im nawet do pięt, grając ich numery, szczególnie te z "Sierżanta Pieprza".

Kim jestem?
Tomasz Wolf
Pasjonat i entuzjasta muzyki wszelakiej.
Gatunek i styl nie grają roli.
Tutaj chodzi o uczucia


czego słucham
mail





ilu was?
licznik odwiedzin