Kategorie: Wszystkie | błyszczące nuty | pożółkłe nuty | press
RSS
czwartek, 14 października 2010
"Nutka" nr 45: Meshuggah - "ObZen" (2008)

Powiem (a właściwie napiszę) szczerze, że pochłonęło mnie granie, które jest dla większej części zjadaczy muzycznego chleba, nie do słuchania. A to ze względu na brutalność, czy moc, na pozornej bezsensowności kończąc. Poprzednia opisana przeze mnie płyta, faktycznie może sprawiać wrażenie "głupiej", w tym przypadku natomiast, sprawa już nie jest tak prosta do ogarnięcia. Postawiłem sobie wyzwanie opisania, bądź przynajmniej lekkiego nakreślenia, tego co kryje się pod tytułem "ObZen". Jeśli czytają to dzieci, proszę o zamknięcie ich w dźwiękoszczelnym pomieszczeniu (tym bardziej, jeśli będziecie mieli ochotę na małą próbkę dźwięków). Meshuggah.

obzen

Śliczna to muzyka, na prawdę. Tak skondensowanej bomby energetycznej dawno nie gościłem w swoim odtwarzaczu. Szwedzi z szalonego zespołu (Meshuggah oznacza w języku jidysz właśnie "szalony") proponują potężną dawkę metalowego rzemiosła, ale nie wyobrażajcie sobie, że jest to tępe napieprzanie w perkusje i szarpanie strun tak szybko jak tylko się da. Fakt, na pierwszy rzut ucha tak właśnie może to brzmieć, natomiast po dwóch czy trzech kawałkach, wiemy już, że prostota leży tu jedynie w odczytaniu symboliki okładki. To jak perfekcyjna technicznie jest to płyta, raczej dałbym do opisania muzykologom i teoretykom dźwięków, sam po prostu nie potrafię przekazać w kilku słowach wszystkich tych zmian tempa, synkop, polirytmicznych kompozycji czy chromatyki neo-jazzowej która daje się we znaki właściwie w każdym utworze. Wystarczy wspomnieć tu kawałek "Bleed", który doskonale nadaje się jako prezentacja całej płyty, choć oczywiście jest to stwierdzenie mocno na wyrost. Zespół skupia się na "łamaniu kości", jeśli słuchacz nie pozwoli sobie pogruchotać swoich członków, to kompletnie nie zrozumie "ObZen". Z resztą cała twórczość Jensa Kidmana z resztą ekipy, przyprawia fizyczny wręcz ból.

Właściwie w tym momencie mógłbym skończyć i pozwolić wam sprawdzić sobie tę płytę. Wszak takie zadanie ma ten blog, natomiast chciałem przestrzec, że pewnie odrzucicie "ObZen" już na wstępie. Tym którym płytka się spodoba polecam zajrzeć na "jutuba" i sprawdzenie kawałka "War". Czyste szaleństwo. Piekło wręcz. Ave Satan !!!

środa, 06 października 2010
"Nutka" nr 44: Superjoint Ritual - "Use Once And Destroy" (2002)

Poznajecie tego pana patrzącego na was z okładki albumu ? Tak, to Phil Anselmo - legenda. Przedstawiać nie trzeba, inaczej sprawa się ma z projektem Superjoint Ritual, którego był oczywiście liderem i wokalistą. "Side-project" naszego bohatera w skład którego wchodziła jeszcze jedna gwiazda metalowego świata Jimmy Bower (Eyehategod, Down), wyknowywał muzykę niezwykle ekstremalną. Pierwsze długogrające wydawnictwo "Use And Destroy" potwierdza tę tezę znakomicie.

superjoint

Wracając na moment do okładki, nie sposób przeoczyć znanego wszystkim symbolu "magicznej rośliny", ciężko również nie oprzeć się wrażeniu, że muzyka jest tu mocno nasączona THC. Wyobraźcie sobie taką sytuację - siedzicie w tramwaju, czy też w autobusie, włączacie swój odtwarzacz MP3 z tą oto płytką i nagle... wokół was pusto, nikt się nie dosiada, a starsze panie nie łypią złowieszczo okiem na zajęte przez was miejsce. Z waszych słuchawek dosłownie wydziera się Phil, a reszta ekipy dzielnie mu pogrywa. Ta płyta jest tak potężną dawką metalowego grania, że mało kto może wytrzymać do końca. Kawałki trwają średnio 3 minuty i oparte są na prostym, szybkim perkusyjnym bicie, banalnie łatwych riffach i krzyku (który z resztą Anselmo opanował do perfekcji). Za streszczenie całej płyty wystarczył by w zasadzie utwór "4 Songs" jeden z najdłuższych w całym zestawie, bo trwający ponad 6 minut. Zmieniające się motywy i tematy w tym kawałku, przyprawiają mdłości i człowiek ma szczerą ochotę palnąć sobie w łeb. Ale o to właśnie w tej muzyce chodzi. Ma być agresywna i mocna. Brutalna i prosta. Po prostu kopiąca tyłki.

Już sam tytuł mógłby stać się hasłem tej płyty - użyj raz i zniszcz. Większa część zjadaczy muzycznego chleba właśnie tak postąpi, ja wręcz przeciwnie! Będę wracał do tej płyty często z diabelską przyjemnością !

Kim jestem?
Tomasz Wolf
Pasjonat i entuzjasta muzyki wszelakiej.
Gatunek i styl nie grają roli.
Tutaj chodzi o uczucia


czego słucham
mail





ilu was?
licznik odwiedzin