Kategorie: Wszystkie | błyszczące nuty | pożółkłe nuty | press
RSS
wtorek, 09 grudnia 2008
"Nutka" nr 6: Jacaszek - "Treny" (2008)

Jako, że nasz wspaniały muzycznie rok 2008 dobiega końca, postanowiłem przedstawić Dzieło w każdy calu zasługujące na najwyższe podium, laury, zachwyty, ochy-achy i co tam jeszcze chcecie... Jacaszek - "Treny"

Jacaszek - Treny

Michał Jacaszek stworzył bodaj najciekawszą (na polskim rynku) elektroniczną płytę ostatnich lat. Stwierdzam to z pełną odpowiedzialności i jeśli będzie trzeba, będę bronił swoich racji z wypiętą piersią . Już sam tytuł płyty brzmi interesująco, czymże mogą być treny zawarte na płycie CD ? Nie obawiajcie się, nie są to adaptacje poezji Kochanowskiego, nie doświadczycie tu ani grama słowa mówionego. Za to usłyszycie piękną muzykę okraszoną mrocznym, lamentacyjnym klimatem. Biorąc pod uwagę fakt, że jest to materiał elektroniczny trzeba podkreślić "dawność" brzmień, znajdziemy tu skrawki skrzypiec (frazy przygotowane przez Stefana Wesołowskiego), fortepianów, harf i innych stricte instrumentów, wykorzystanych jednak w sposób niezwykły, budzący zaskoczenie i powiew nowości. Oprócz partii instrumentalnych usłyszymy także anielskie wręcz wokalizy Mai Siemińskiej. Jej śpiew został zarejestrowany w scholi dominikańskiego kościoła w Gdańsku. I słychać to doskonale. Właśnie "kościelność", elegijność i duchowość tej płyty zaskakuje najmocniej. Tytuły takie jak np. "Lament", "Orszula" czy "O Ma Żałości" wprowadzają głęboki nastrój smutku, ale ciepłego smutku. Takiego, który daje siły i chęci by postawić się przeciwnościom.

Jacaszek dzięki "Trenom" został zauważony przez zachodnie media muzyczne, np The Wire czy Allmusic.com. Świadczy to o bardzo wysokim poziomie wykonawczym, produkcyjnym czy konceptualnym.

"Treny" - płyta znakomita... Nr 1 w 2008 roku !

sobota, 06 grudnia 2008
"Nutka" nr 5: Fennesz / Dafeldecker / Brandlmayr - "Till The Old World's Blown Up And A New One Is Created" (2008)

Spotkanie trzech wiedeńskich improwizatorów - Christiana Fennesza, Wernera Dafeldeckera(Polwechsel) oraz Martina Brandlmayra(Trapist) - przyniosło płytę wypełnioną po brzegi pasażami szumów, trzasków i "mikro-hałasów".

Fennesz / Dafeldecker / Brandlmayr -

Muzyka została zarejestrowana na żywo i poddana postprodukcji, utwory "Tau", "Jets", oraz "Me Son" to przestrzenne i "głębokie" kompozycje, które na myśl przywodzą solowe osiągnięcia Fennesza. Jest klimatycznie i "ambientalnie". Staranne dobieranie dźwięków daje wspaniały efekt, a możliwość wychwytywania smaczków takich jak rytmiczne uderzenia w perkusyjne talerze przynosi radość słuchania i odkrywania. Najlepszym przykładem jest zamykający płytę utwór "Me Son" przy którym momentami możemy potupać nóżką do rytmu i delektować się gitarowymi partiami Fennesza. Natomiast otwierający "Till The Old World's Blown Up And A New One Is Created" kawałek o tym samym tytule, to już inna historia. To ponad trzydzieści minut zmian nastrojów, tempa oraz zaskakiwania dźwiękami po przydługawych pauzach. Ciekawostką jest czyste, nie zabrudzone brzmienie gitary, rzadko możemy usłyszeć Fennesza "grającego". To mocny argument by sięgnąć po tę płytę.

Aby w pełni docenić to dzieło, czas będzie odgrywał wielką rolę. Jednak gwarancja powracania i odsłuchiwania jej po raz kolejny jest stu procentowa.

wtorek, 02 grudnia 2008
"Nutka" nr 4: Rogiński/Masecki/Moretti - "2525252525" (2008)

Czy muzyka może być trudna w odbiorze ? Owszem. Doskonałym tego przykładem jest płyta "2525252525" warszawskich muzyków sceny niezależnej: Raphaela Rogińskiego, Marcina Maseckiego i Macia Moretti.

Rogiński/Masecki/Moretti - 2525252525

Płyta dokumentuje trasę koncertową, zapis pochodzi z grudniowego (rok 2007) koncertu w klubie Chłodna 25. Muzyka na niej to trudna próba dla słuchacza. Wymaga prawdziwego skupienia, wręcz poświęcenia. Jest to bardzo silnie improwizowana dawka jazzu/yassu, która na początku zachwyca swą odmiennością i klimatem. Lecz niestety ten stan nie trwa długo. Słychać, że muzykom sprawia wiele frajdy tworzenie średnio siedmio minutowych kompozycji, które w efekcie nudzą i nie przynoszą wielkich emocji. Brak tu dynamiki, jakieś klamry, która mogłaby spoić trzech muzyków i dać nam słuchaczom porządną lekcje grania muzyki improwizowanej. Poziom wykonania nie budzi zastrzeżeń, natomiast efekt jaki powstał w wyniku "wykonywania" i owszem.

Jak to ktoś kiedyś mądrze powiedział "sztuka dla sztuki". Tylko dla ludzi bardzo cierpliwych i tolerancyjnych.

niedziela, 30 listopada 2008
"Nutka" nr 3: Forss - Soulhack (2003)

Berlińska wytwórnia Sonar Kollektiv słynie z nowatorskich, świeżych, tanecznych płyt, do których wcale nie da się tańczyć. Od dziesięciu lat wypuszcza na rynek znakomitych artystów tworzących muzkę z pogranicza nu-jazzu, broken beatu, czy nawet houseu. Jedną z najjaśniej świecących pozycji - wręcz perełką - jest album Soulhack szwedzkiego producenta Erica Wahlforssa tworzącego pod pseudonimem Forss

Forss - Soulhack

Forss reprezentuje tych artystów, którzy mają ogromny twórczy potencjał i potrafią go wykorzystać w stu procentach. W pełni czerpie z techniki cut'n'paste (tnij i wklej), tak skomponowane są właściwie wszystkie kawałki. Otwerający album "City Ports" wporwadza słuchającego w jakby ambientalny klimat, ale nie dajcie się zwieść. Dalej jest bardzo dynamicznie, dzieje się tyle, że na pierwszy "rzut ucha" można odnieść wrażenie zupełnej przpadkowości, wręcz chaosu. Każdy utwór "oddaje się" słuchającemu, każe smakować i podchodzić do siebie wiele razy. Chociażby tytułowy "Soulhack", w którym po głębszym wsłuchaniu odnajdziemy kapitalnie wpleciony sampel jazzowej formacji Mahavishnu Orchestra ("Hymn To Him"). Łamane bity, synkopy, zmiany tempa i wiele ciekawych akcentów - to świetny "Flickermood". Trochę nerwowy, ale czuć, że w pełni kontrolowany przez Forssa. Eric faktycznie niczym najwyższej klasy haker potrafi wkraść się w naszą duszę. Jako, że sam jest komputerowym programistą, tytułuje jeden ze swych numerów "Funk For Nerds" (czyli funk dla komputerowych maniaków). I faktycznie jest funkowe, perkusyjne uderzenie sprytnie "połamane" przez maszynę. Końcówka płyty przynosi ulgę delikatniejszym "Paradigm Shift", wolniejsze tempo i fantastyczne sample. Wszystko podane w w chill-outowym sosie. Palce lizać !

"Soulhack" to płyta o której ciężko powiedzieć, że jest doskonała. To właściwie już klasyka gatunku lo-fi, broken beat, nu-jazz. Można by szufladkować i myśleć gdzie by to upchnąć, ale i tak całóść po prostu wymyka się wszelkim podziałom. Pozycja obowiązkowa dla fanów muzyki elektronicznej !

sobota, 29 listopada 2008
Druga "nutka": Tom Waits - Closing Times (1973)

Jesień. Za oknem szaruga i słota. Czas ciągnie się w nieskończoność. Człowiek wszystkiego ma dość. Znacie to ? Jeśli jesteście twardzielami może ten stan spotęgować tą oto płytą.

Tom Waits - Closing Times

Debiutancka płyta Toma Waitsa przepełniona jest gorzką, smutną, barową muzyką. Większość utworów zaaranżowanych jest na klasyczny, akustyczny band któremu akompaniują piękne piano i trąbka. Na tej płycie nie znajdziemy eksperymentów z których poniekąd Waits słynie (płyta "Swordfishtrombone"). Lekko jazzowe kompozycje świetnie obrazują nam klimat zadymionych knajpy gdzieś w okolicach 1 w nocy. Głos Toma już na debiutanckiej płycie jest bardzo charakterystyczny, zachrypnięty. Słychać, że chłop swoje wypił i wypalił, ale wokalnie wyszło mu to na plus, choć czystych dźwięków też tutaj nie uświadczymy. Skłonność do fałszowania to kolejny przykład prawdziwości jego przekazu. Apogeum tych plusików przypada na utwór "Lonely". Mętny głos wraz z rozstrojonym pianinem tworzą niesamowity klimat, Waits bardzo wiarygodnie przedstawia nam swój duchowy stan i świat w jakim się obraca. Ja chętnie w ten mikroklimat wstępuję i będę to robił często.

Piękna melancholijna płyta, która potrafi skłonić do refleksji, zadumania się, pomyślenia nad sobą. Koniecznie wieczorem przy szklance whiskey.

czwartek, 27 listopada 2008
Pierwsza "nutka": FiszEmade - Heavi Metal (2008)

Na pierwszy ogień rzucam sobie wyzwanie "wyplucia" z siebie słów, które opiszą nową płytę FiszaEmade - Heavi Metal (premiera 21.11.2008)

FiszEmade- Heavi Metal

Jako, że emocje pierwszego odłsuchania opadły dawno, podejście do tego "tworu" jest już nijako chłodniejsze, bardziej zdystansowane. Ale cóż z tego, jeśli każde ponowne odtworzenie powoduje wielkią euforię i zachwyt. Bracia Waglewscy kazali sobie czekać na swoją w pełni autorską płytę dwa lata. Zaryzykuję stwierdzenie, że czas aktywności w projekcie Waglewski-Fisz-Emade (wraz z ojcem Wojciechem Waglewskim - VooVoo) nakreślił pewną nową jakość w twórczości braci. Brzmienie niby nawiązuje do klasycznych hip-hopowych płyt, ale mnóstwo jest tu świeżości, słychać radość grania i komponowania, usłyszymy zarówno żywe instrumenty jak i syntetyczne automaty perkusyjne, czy stare rockowe sample, przykładem moze być (doskonały z resztą) twór "Disko", w którym to pojawia się sampel kawałka "Dla twojej głowy komfort" zespołu Klaus Mitffoch. "Syntetyzm" i "zelektryfikowanie" brzmienia uderza już na samym początku przygody z płytą. Utwór "Iron Maiden" - ascetyczny i oszczędny, ale zarazem niezwykle dynamiczny i po prostu "kopiący tyłki". Mocnym, jeśli nie najmocnijeszym puntkem albumu to "Pani Bum Bum" - znakomicie buja soulowy podkład i "śpiewający" refren (w tej roli świetnie odnajduje się Sqbass). Trzeba nadmienić, że w nagraniu materiału zebrał się bodaj cały skład koncertowego Tworzywa Sztucznego. Jest Envee i Wojtek Traczyk postaci znane m.in. z Niewinnych Czarodziejów i Muzykoterapii. Poza nimi w składzie znaleźli się Mariusz Obijalski, Maciej Kleszczyński oraz Michał Tomaszczyk.

Heavi Metal jest kolejnym świadomym krokiem Fisza i Emade w muzycznej ewolucji. Przekonajcie się sami kupując album (cena nie wielka, uwierzcie), dodatkowo otrzymacie piękny digi-pack ze świetnymi ilustracjami Bartka Arobala.

Polecam gorąco !

Kim jestem?
Tomasz Wolf
Pasjonat i entuzjasta muzyki wszelakiej.
Gatunek i styl nie grają roli.
Tutaj chodzi o uczucia


czego słucham
mail





ilu was?
licznik odwiedzin